Тренуємо читання
Javier wracał do domu późnym wieczorem. Szedł wąską i dość ciemną ulicą. Nie czuł się tu zbyt pewnie, więc maszerował szybkim krokiem. Nagle usłyszał za plecami dziwny hałas. Obejrzał się, ale nie było nikogo. Pod drzewem coś małego poruszyło się między stertami jesiennych liści. „Uff, to tylko kot, nie ma się czym stresować.” – pomyślał Javier z ulgą. Chciał iść dalej, ale zwierzak już stał przed nim i miauczał żałośnie. „Aha, nie masz domu i nikt się tobą nie interesuje, co? Oho, ktoś cię skaleczył nad prawym okiem, niedobrze.” Brudny i strasznie chudy kotek patrzył na Javiera z ufnością. „Rozumiem, chciałbyś iść ze mną, ale nie mogę cię wziąć. Jestem artystą, nie umiem zajmować się kotami.” – powiedział zdecydowanie Javier i poszedł dalej. Kociak nie przejął się wcale tą odmową, tylko pobiegł za nim. Przed domem Javier stwierdził z rezygnacją – „Chyba mam kota.” Początkowo bał się dotknąć zwierzaka, żeby nie zarazić się jakąś chorobą, ale potem machnął ręką na wszystko i wziął go ze sobą. W domu umył kotka ciepłą wodą, wysuszył ręcznikiem i nakarmił mlekiem. „Kto będzie opiekować się tym kociakiem? Ja nie umiem radzić sobie ze zwierzętami. W dodatku ciągle jestem poza domem. Jednym słowem – mam problem.”